Atrakcyjność, czyli jak wybieramy partnera

Szukając stałego partnera, najczęściej wybieramy kogoś podobnego do nas samych.

Atrakcyjność, czyli jak wybieramy partnera seksualnego

Zofia Ornecka

2010-05-20
Ostatnia aktualizacja: 2012-04-15


Wiele z nas już we wczesnej młodości tworzy w głowie obraz partnera idealnego. Ma być inteligentnym, romantycznym blondynem. Albo zdecydowanym, opiekuńczym brunetem. Budujemy całe zestawy cech psychicznych i fizycznych, niczym z ogłoszenia w biurze matrymonialnym. Jednak życie szybko weryfikuje nasze oczekiwania.

Z biegiem czasu uczymy się oddzielać pragnienia realistyczne od absurdalnych ("no dobrze, nie musi być gwiazdą rocka"), zauważamy, że zmieniają się nasze preferencje emocjonalne i seksualne. Nie wiążemy się z blondynem, bo to przy brunecie poczułyśmy się spełnione i szczęśliwe. Marzyłyśmy o szczupłym chłopaku z rękami pianisty, a teraz okazuje się, że kręcą nas mocno zbudowani, niewysocy faceci.

Jednak nawet, gdy już dojrzejemy i lepiej poznamy siebie, nasze rzeczywiste wybory nadal często odbiegają od deklarowanych ideałów. Czym naprawdę się kierujemy, wybierając partnera?

Czysta biologia

Odpowiedź naukowców jest prosta - liczą się dobre geny i przetrwanie gatunku. Dobieranie się w pary to w rzeczywistości dobór naturalny, szukamy kogoś, z kim możemy jak najskuteczniej się rozmnożyć.

Jak pisał fizjolog Paweł Grieb ("Teoria ewolucji dla zakochanych"), "Cechy poszukiwane, składające się na ideał mężczyzny i kobiety, stosunkowo łatwo daje się sprowadzić do atrybutów biologicznie użytecznych".

Zgodnie z tą teorią mężczyzna - pragnący "z natury" rozprzestrzeniać swoje geny - będzie szukał atrakcyjnych, zdrowo wyglądających młodych kobiet (najlepiej z dużym biustem i szerokimi biodrami), zdolnych dać mu ładne i zdrowe potomstwo.

Kobieta natomiast - pragnąca "z natury" rodzić dzieci i wychowywać je w bezpiecznym gnieździe - instynktownie wybierze zaradnego, odpowiedzialnego opiekuna. Mężczyznę kilka lat od niej starszego, który lepiej od konkurentów potrafi gromadzić dobra materialne.

Gdyby jednak decydowały wyłącznie względy biologiczne, szczupłe kobiety z małym biustem wyginęłyby w procesie ewolucji, feministki nigdy nawet nie pojawiłyby się na tym świecie, a każdy mężczyzna miałby co najmniej kilkanaścioro dzieci. Co sprawia, że tak nie jest?

To proste - nie jesteśmy wyłącznie zwierzętami. I choć czasem pierwotna, zwierzęca strona naszej natury daje o sobie znać, wybierając partnera kierujemy się także względami kulturowymi i społecznymi.

Do tańca czy do różańca?

W rezultacie czym innym bywa wybór partnera seksualnego, czym innym - życiowego. Mężczyzna, z którym kobieta pragnie uprawiać seks, to nie zawsze ten, którego widziałaby w roli stałego partnera i opiekuna swoich dzieci. Może (szczególnie w płodnej fazie cyklu) ulec chwilowej fascynacji kimś, na kogo normalnie nawet by nie spojrzała. Hormony sprawiają, że wielbicielka szczupłych intelektualistów ląduje w łóżku z napakowanym osiłkiem po zawodówce. Jeśli jednak jest w miarę rozsądna - raczej nie zdecyduje się pociągnąć tej przygody dalej.

Podobnie mężczyzna może dążyć do kontaktów seksualnych z kobietami atrakcyjnymi dla niego wyłącznie fizycznie. Jednak na stałą partnerkę wybierze już osobę, z którą będzie go łączyć coś więcej - podobne zainteresowania, wartości, sposób patrzenia na świat. Aspekt fizyczny zejdzie na drugi plan.

Psychologowie nazywają to "teorią wymiany". Zakłada ona, że wybierając stałego partnera, szukamy kogoś podobnego do nas samych. Czyli, tak jak i my - niedoskonałego. Zgadzamy się, by nie posiadał niektórych cenionych przez nas cech (np. umięśnionego ciała czy wysokiej pozycji zawodowej), o ile "wynagrodzi nam to" w innych dziedzinach (np. będzie inteligentny i opiekuńczy). Z kolei według tzw. "teorii persony" na partnera wybieramy kogoś, kto sprawia, że czujemy się wartościowi i docenieni - czyli, między innymi, okazuje nam uczucie.

Racjonalizm kontra zauroczenie

Problem pojawia się, kiedy pomylimy "czysty seks" z "wielką miłością" i zapragniemy budować związek z kimś, kto nadaje się zaledwie na dawcę genów. Wbrew pozorom, wcale o to nietrudno - hormony szczęścia i nagrody (endorfiny, oksytocyna), sprawiają, że szybko przywiązujemy się i uzależniamy od osoby, z którą łączy nas udany seks. W początkowej fazie związku możemy marginalizować fakt, że z atrakcyjną kochanką nie bardzo jest o czym rozmawiać, lub że ognisty kochanek do dziś żyje na koszt rodziców.

"Gdy spokojnie się zastanawiamy nad tym, czego pragniemy, co chcielibyśmy osiągnąć w życiu, to w tych naszych wyobrażeniach pojawia się partner. Z tej perspektywy wybieramy takie jego cechy, które zwiększają szansę na udany i trwały związek, który pozwoli nam bezpiecznie przejść przez życie" - mówił seksuolog Zbigniew Izdebski w rozmowie z Dorotą Firley - "Ale czasem zapominamy o tym i dajemy się uwieść urodzie, pięknym nogom czy zniewalającemu głosowi. Dopiero po czasie nadchodzi refleksja, że przecież wiedzieliśmy, że to się źle skończy, że związek nie miał szans na powodzenie".

Miłość jest ślepa?

Nie można więc sprowadzać kwestii wyboru partnera ani do prostej fascynacji seksualnej, ani do racjonalnej decyzji. Wiążemy się zwykle z ludźmi, w których się po prostu zakochamy. A to przecież jeden z najmniej racjonalnych stanów ducha. Nie da się też utożsamić go całkowicie z fascynacją erotyczną (gdyby tak było, zakochani nie traciliby czasu na trzymanie się godzinami za ręce).

Co sprawia, że zakochujemy się (czasem ze szkodą dla siebie) w tych, a nie innych osobach? Dlaczego kobieta "oficjalnie" marząca o spokojnym, odpowiedzialnym partnerze, raz po raz wiąże się z lekkoduchami? Dlaczego mężczyzna, który deklaruje, że ceni w kobiecie ciepło i łagodność, nieustannie wpada w sieci zimnych manipulatorek? Wytłumaczenie, że takie figle płatają nam geny, wydaje się niewystarczające.

Psychologowie w odpowiedzi przytaczają tzw. "teorię imago". Mówi ona, że podświadomie szukamy osób podobnych do tych, które nas wychowały. Albo takich, które dadzą nam to, czego nie dali rodzice. Zgodnie z tą teorią, kobieta, której w dzieciństwie brakowało miłości i uwagi ojca, będzie zwracała uwagę przede wszystkim na mężczyzn dużo od siebie starszych. Z kolei ta wychowana przez matkę, która zawiodła się na mężczyznach ("wszyscy faceci to dranie") będzie podświadomie szukała partnera, który potwierdzi tę teorię (np. zostawi ją z dzieckiem).

Nasze wybory (nawet gdy nie wynikają wyłącznie z pobudek czysto biologicznych) są więc nie tylko nieracjonalne, ale i podświadome. Co nie znaczy, że nie bywają trafne.

Liczba ocen: 22 | Średnia ocen: 4.41
Polecamy

Komentarze

Autor
Twój
komentarz

Pozycje seksualne
Potrzebujesz wskazówek? Szukasz inspiracji? Znajdź swoją ulubioną pozycję!
Dreszcz emocji
Dreszcz emocji
Dreszcz emocji
Złote wrota
Złote wrota
Szalone nożyczki
Szalone nożyczki
Łuk triumfalny
Łuk triumfalny
Baletnica
Baletnica
Wiktoria
Wiktoria
Azjatycka przygoda
Azjatycka przygoda
Uległa akrobatka
Uległa akrobatka
Wirujący seks
Wirujący seks
Randka w kinie
Randka w kinie
Śpiąca królewna
Śpiąca królewna
Ostrygi po wiedeńsku
Ostrygi po wiedeńsku
Dżokej
Dżokej
Tancerka
Tancerka
Dzikość serca
Dzikość serca
W galopie
W galopie
Na lokaja
Na lokaja
Perliste wrota
Perliste wrota
Zezowate szczęście
Zezowate szczęście
Skrzydła motyla
Skrzydła motyla
Kowbojka
Kowbojka
Na leżaku
Na leżaku
Kobiecy kaprys
Kobiecy kaprys
Dyrygent
Dyrygent
Dżdżownica
Dżdżownica
Meduza
Meduza
Kwiat lotosu
Kwiat lotosu
YMCA
YMCA
Lap Dance
Lap Dance
68 dla niego
68 dla niego
Na baczność
Na baczność
Osiłek
Osiłek
Zakazany owoc
Zakazany owoc
Kołysanka
Kołysanka
Gimnastyczka
Gimnastyczka
69 na siedząco
69 na siedząco
Kowboj
Kowboj
Zamiana ról
Zamiana ról
Srebrna łyżeczka
Srebrna łyżeczka
Uśmiech losu
Uśmiech losu
Na huśtawce
Na huśtawce
68 dla niej
68 dla niej
Na kraba
Na kraba
Nauszniki
Nauszniki
69 klasycznie
69 klasycznie
Pozycja misjonarska
Pozycja misjonarska
Fakty i mity-konkurs
Certyfikat